środa, 3 maja 2017

Plan minimum - maj 2017

W poprzednim miesiącu (TU) udało mi się zrealizować dokładnie połowę z zamierzonego planu. Czas wziąć się w garść ;) W końcu stos wstydu sam się nie zmniejszy! 


1. "Całe życie" Robert Seethaler, Wydawnictwo Otwarte

Na samym początku tego miesiąca wpadła do mnie w prezencie od Wydawnictwa Otwartego ta mała książeczka. Nie mogłam się oprzeć i już zaczęłam czytać. I powiem wam, że na ten moment jest dobrze. Jest smutno, ale bez zbędnego patosu. Jest surowo, cokolwiek miałoby to znaczyć. Czytam dalej.



2. "Ekspozycja" Remigiusz Mróz, Wydawnictwo Filia

Pora dowiedzieć się, o co chodzi z tym całym Mrozem ;) I skąd tyle szumu? Mam nadzieję na dobry kryminał. 


3. "Kasacja" Remigiusz Mróz, Wydawnictwo Czwarta Strona

Często czytam dwie książki równocześnie, jedną w formie elektronicznej i drugą papierową. Ostatnio nie mogłam się zdecydować, za którego e-booka się zabrać (ach! to Legimi!) i poprosiłam bookstagram o pomoc. Wszyscy, którzy się do mnie, odezwali jednogłośnie oznajmili: Kasacja! Z tłumem się kłócić nie będą — trzeba czytać ;) Mam tylko nadzieję, że dwie serie jednego autora nie pomieszają mi się w głowie.


4. "Sekretne życie drzew", Peter Wohlleben, Wydawnictwo Otwarte

Ta książka jest przepiękna to raz. Przyroda to dwa. Niedawno wyszła kolejna z serii ( Duchowe życie zwierząt) to trzy. Więcej chyba mówić nie muszę. 





5. "2586 kroków" Andrzej Pilipiuk, Fabryka Słów

Książka, którą miałam w planach na kwiecień, ale koniec końców się do niej nie zabrałam. Lubicie Pilipiuka?


6. "Chcieć mniej. Minimalizm w praktyce" Katarzyna Kędzierska, Znak Literanova

Kolejna książka mówiąca o minimalizmie. Ostatnimi czasy poszukuję takiej, która na nowo rozbudzi we mnie ten magiczny głos, który siedzi gdzieś z tyłu głowy i podpowiada: Nie sądzę, że potrzebujesz kolejnego kolorowego pudełeczka do kuchni. Również zaległość z poprzedniego miesiąca.



A wy?

Dajcie znać czy czytaliście którąś z książek z listy. Podobało się? Rozczarowało? A może nasze listy pokrywają się w którymś punkcie? Jestem bardzo ciekawa! Czekam na wiadomości od Was! Si ju lejter aligejter! ;) 

piątek, 28 kwietnia 2017

Książkowe komeraże #7 czyli Adept

Dawno, dawno temu


Dawno, dawno temu na końcu którejś z książek Pilipiuka, wydawnictwo postanowiło umieścić kilka fragmentów powieści innych autorów. Wydaje mi się, że tych fragmentów było może trzy, ale tylko jeden zapadł mi w pamięć. Był to właśnie Adept Adama Przechrzty. Przeczytałam. Spodobało mi się. Pomyślałam: Muszę tę książkę dorwać! I tu pojawił się problem. Ja nie wiem, czy miałam pecha, czy po prostu brak umiejętności w szukaniu, ale każda możliwa księgarnia, w której byłam, tej książki nie miała. Biblioteki? Nic. Krakowskie Targi Książki? Nic. I tak to trwało i trwało. Co jakiś czas przypominałam sobie o książce ponownie i ponawiałam poszukiwania, ale wciąż nic. Aż odkryłam Legimi i ich umowę z krakowskimi bibliotekami. W końcu! Ściągnęłam i...  czekało w kolejce. Wtedy wydawnictwo Fabryka Słów dało znać na swoim profilu, że lada moment wychodzi druga część. Ogarnęła mnie panika: A jak nie zdążę przeczytać?! Ale zdążyłam. I wiecie co? Ta książka jest MEGA



"Adept" Adam Przechrzta, Fabryka Słów



O co chodzi? O potwory. Cuda i dziwy. Mamy początek XX wieku. Wiadomo, Polska nie do końca jest wtedy Polską. Zawirowania historyczne tego okresu znamy z podręczników. Dzieje się, oj dzieje, ale jakby tego było mało, w środku miasta pojawia się tajemnicza enklawa, zamieszkana przez nie do końca ludzkie stwory. Mówić więcej? Przykładowo, okazuje się, że alchemia już nie jest zapomnianą dziedziną śmiesznych i niedouczonych starców z długimi brodami. Magiczne eksperymenty i honorowe pojedynki. Fantastyka i historia łączą się tutaj w wyrafinowanym tańcu z elementami zabawnego oberka ;)

 

Jaram się. 


Jak już wiecie o co chodzi, to powiem mało profesjonalnie: Jaram się jak sto pięćdziesiąt. Od dawna szukałam książki, która mnie wciągnie maksymalnie. Z marnym skutkiem. Aż do teraz. Adept jest niezaprzeczalnie jedną z takich książek. Teraz czekam z niecierpliwością na kolejną część. Już się nie mogę doczekać!




Dajcie znać czy czytaliście i czy podzielacie moje zdanie ;)


 

czwartek, 13 kwietnia 2017

Podsumowanie marca 2017

Jak tam u was?

Trzymacie się swoich postanowień noworocznych? Ja się trzymam! Moje postanowienia - kliknij tutaj   Po pierwsze — od początku 2017 roku do końca marca nie kupiłam ani jednej książki — brawo ja! :D
Po drugie na ten moment mój wynik to 15/52 książki, co oznacza, że na resztę roku zostało mi do przeczytania mniej więcej 4 książki miesięcznie. Myślę, że da się zrobić. W marcu przeczytałam 6 książek. 

1. "Żelazne Damy" Kamil Janicki


Słuchajcie, bardzo ciekawa sprawa. Trochę mamy tutaj tak zwaną "fantazję na temat", ale jak dla mnie wersja historii, w której to laski mają trochę więcej do powiedzenia niż faceci, jest świetna! Polecam! Więcej tutaj



 

2. ŚD 19 "Piąty Elefant" Terry Pratchett


Świat Dysku kocham i polecam. Więcej mówić nie będę. Poczytajcie: Świat Dysku



 

3. "Złe psy. Po ciemnej stronie mocy" Patryk Vega


Sama nie wiem. Chciałabym mieć zaufanie do policji. Chciałabym wierzyć, że "w razie coś" otrzymam pomoc. Po lekturze pierwszej części "Złych psów" miałam pewne obawy, po przeczytaniu drugiej jestem prawie pewna, że marne są szanse, że tak się wydarzy. Po pierwszej części miałam wrażenie, że to takie popisywanie się "kto zna większego bandziora". Teraz mam wrażenie, że sama policja to banda nieodpowiedzialnych dzieciaków. Na jednej stronie czytamy, że ktoś okradł dzieci i widzimy oburzenie policjanta, żeby chwilę później przeczytać jakie zabawne było "zrobienie z dziewczyny latawca" (wyrzucenie jej przez okno). Totalnie tego nie chwytam. O co tu w ogóle chodzi? Czy ci ludzie są naprawdę tak nieczuli, czy ta książka to spłaszczyła? Nie powiem, że nie jest ciekawie. Jest bardzo. Ale zachwiało to moim poczuciem bezpieczeństwa. Nie do końca jestem pewna czy tego typu książki powinny powstawać. Mamy tu opowieść tylko kilku osób, a chcąc nie chcąc rzutuje to na całą policję. 



 

4. "Arabska żona" Tanya Valko


Powiem tak. To nie jest książka w moim typie. Przeczytałam, bo poleciła mi ją bliska osoba, sama raczej bym po nią nie sięgnęła. W wielkim skrócie książka przez większość opowieści była dokładnie tym, czego się spodziewałam. Powielała schematy i stereotypy. Nie jestem już nastolatką, trochę o świecie wiem, co nieco czytałam, wielu ludzi poznałam. W związku z tym książka nie zrobiła na mnie jakiegoś niesamowitego wrażenia. Natomiast zakończyła się dosyć zaskakująco i myślę, że niedługo (pewnie trochę po kryjomu) sięgnę po kolejną część.


5. "Hultaje, złoczyńcy, wszetecznice w dawnym Krakowie" Jan Kracik, Michał Rożek


Liczyłam na podobną w treści książkę do "Żelaznych Dam". Dostałam wersję pisaną bardzo kwiecistym językiem, a równocześnie w podręcznikowy sposób. Miałam nadzieję na kilka ciekawych historyjek. Dostałam nazwiska, daty i fakty, które nie zaspokoiły mojej ciekawości. Temat interesujący, ale przetrwają tę książkę tylko historyczne freaki.



 

6. "Percy Jackson i Bogowie Olimpijscy:Złodziej pioruna" Rick Riordan


Super! Cieszę się, że sięgnęłam po tę książkę! Trochę bajeczka, ale fajna opowiastka. Dobrze, że bookstagram mnie przekonał! Na pewno sięgnę po kolejne tomy.


A wy?


Dajcie znać, co czytaliście w marcu. Znacie którąś z powyższych książek? Może macie inne zdanie niż ja? Czekam na komentarze! Pozdrawiam! 



 

niedziela, 2 kwietnia 2017

Plan minimum - kwiecień 2017

Plany


Mój plan na kwiecień to jak co miesiąc 4 książki. Prawdopodobnie w międzyczasie dołożę jeszcze coś z Legimi (pakiet bibliotekowy jest ekstra!), ale jeszcze nie do końca wiem, co to będzie. Możliwe, że wpadnie też kolejna część Świata Dysku. Ale podstawowe plany poniżej. 






1. "Samotna gwiazda" Paullina Simons


To jedyna książka, która była w planie na marzec, ale było mi z nią jakoś nie po drodze. Zamiast tego przeczytałam inne trzy! Pisałam o niej już tutaj, więc nie będę się powtarzać. Wspomnę tylko, że jestem jej bardzo ciekawa. 








2. "Arabska córka" Tanya Valko



W poprzednim miesiącu przeczytałam pierwszą część z serii (Arabska żona). Kiedy ją pierwszy raz dostałam do rąk, miałam przed oczami historię z dawnych czasów, może opowieść w stylu Sułtanki Kosem. Dość szybko zorientowałam się, że to współczesna historia. Postanowiłam jednak przeczytać i sama wyrobić sobie opinię. Przez pierwsze kilkadziesiąt stron miałam bardzo złe uczucia w stosunku do tej książki, wydawała mi się dość naiwna, prosta i, tak jak się spodziewałam, powielająca stereotypy i schematy tego typu historii. Więcej w Podsumowaniu Marca. Końcówka jednak była na tyle niespodziewana, że zaciekawiło mnie, co dalej wydarzy się w życiu bohaterki. Zobaczymy ;)








3. "Chcieć mniej" Katarzyna Kędzierska

 

Bardzo ciekawi mnie idea minimalizmu. Nie tego minimalizmu - mam 100 rzeczy i sypiam na podłodze, ale tego rozsądnego minimalizmu, w którym pozbywamy się rzeczy, które nam zalegają, przeszkadzają i które sprawiają, że oprócz bałaganu w domu, zaczynam mieć bałagan w głowie. Od czasu do czasu czytam bloga pani Kasi i staram się orientować, co w trawie piszczy jeśli chodzi o minimalizm. Kilka tego typu książek mam już za sobą. Przykładowo aktualnie Legimi pozwala mi czytać Magię olewania. Serdecznie polecam książki Joanny Glogazy Slow Life i Slow fashion. Uwielbiam ją i jej bloga! I dlatego jestem bardzo ciekawa, co na ten temat ma do powiedzenia inna autorka. 

Blog Katarzyny Kędzierskiej - Simplicite
Blog Joanny Glogazy - Style Digger






4. "2586 kroków" Andrzej Pilipiuk


Bardzo lubię książki Pilipiuka, chociaż bliżej mi do serii Oko Jelenia niż do Jakuba Wędrowycza. 2586 kroków będzie kolejnym zestawem opowiastek tego autora, które przeczytam. Jest to tzw. lektura bezpieczna — wiem czego się spodziewać, wiem, że raczej będę zadowolona, raczej nie muszę się bać, że się rozczaruję. Jeśli nie mieliście styczności z twórczością tego autora, to ja serdecznie polecam spróbować. Jest dość specyficzna, więc może się okazać, że wam nie spasuje, ale myślę, że powieści są na tyle przyjemne, że nie będziecie traktować tego jak straconego czasu. Wadą, którą ja widzę, jest nadmierna tęsknota za tym, co stare, co historyczne, co tradycyjne. Zarówno jeśli chodzi o przedmioty, jak i maniery i zachowania. Po pierwszej przeczytanej książce można wpaść w nostalgię. Jednakże ja czytając kilka książek pod rząd, zaczynam mieć serdecznie dość krytyki współczesnego świata. Staje się to męczące. Zwykle po jednym tytule muszę dać sobie chwilę na odpoczęcie. Tak czy siak, już się cieszę na powrót do doktora Skórzewskiego. ;)








Tyle ode mnie


Dajcie znać czy znacie, czy lubicie, czy macie ulubioną książkę powyższych autorów. Jestem bardzo ciekawa! Może macie coś do polecenia? Albo też planujecie przeczytać, którąś z tych książek? Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawicie po sobie jakiś ślad! Buziaki!


piątek, 24 marca 2017

Książkowe komeraże #6 czyli Świat Dysku

 

Do trzech razy sztuka

Dawno, dawno temu w bibliotece sięgnęłam po pierwszą lepszą książkę z brzegu. Przeczytałam krótki opis z okładki. "Fajne" pomyślałam i wzięłam. Po 30 stronach zrezygnowałam (to były jeszcze te czasy bez nerwicy natręctw i nie miałam problemu z odłożeniem nudnej książki :P). Kilka lat później znowu pani w bibliotece poleciła mi, żebym przeczytała "taką całkiem krótką superową książeczkę". Wzięłam, przeczytałam, nie wiem, czy miało to 100 stron, a czytałam, jakby miało co najmniej 700. Po tytule posta już pewnie się domyślacie: To był Pratchett. Kolejne parę lat do przodu i wydawnictwo Prószyński i Ska postanowiło wydać całkiem ładnie zaprojektowaną serię Świata Dysku. Pomyślałam "Do trzech razy sztuka. Jeśli tym razem Pratchett mnie nie przekona to znaczy, że to nie są książki dla mnie i więcej nie będę próbować." Na szczęście trafiłam w idealny moment. Przepadłam. Uwielbiam Świat Dysku!



 

Piąty Elefant

Początkowo chciałam napisać krótką recenzję niedawno przeczytanego tomu, ale zaczęłam się zastanawiać, co jestem w stanie powiedzieć o tej książce, czego nie mogłabym powiedzieć o pozostałych częściach. Okazuje się, że różnicę mamy tylko w fabule. A z tego, co może zdążyliście zauważyć, moje komeraże nie opisują fabuły książek. Wynika to z tego powodu, że sama nie lubię takich recenzji czytać. Wolę usłyszeć przykładowo "naprawdę niesamowita książka w klimacie fantasy  — musisz przeczytać!" niż "historia opowiada o postaci X, która zrobiła czynność A i poznała postać Y, a potem razem...". W związku z tym chciałabym powiedzieć trochę o całym Świecie Dysku (nie wnikając w szczegóły konkretnych historii), a właściwie o połowie. Nowe wydanie liczy 42 tomy. Wiem, na pewno, że w międzyczasie wyszła jeszcze jedna opowieść, niestety ostatnia. Sir Terry Pratchett jakiś czas temu spotkał czołową postać Świata Dysku Śmierć. Swoją drogą, ten ostatni dialog musiał być legen-wait for it-dary! Legendary! Ja do tej pory przeczytałam 19 tomów. I jestem bardzo ciekawa, co czeka mnie w kolejnych! 

 

 

"Świat Dysku" Terry Pratchett 


Książki Pratchetta to ten rodzaj humoru, który lubię najbardziej. Zgrabne połączenie ironii, sarkazmu, słownych potyczek, niedopowiedzeń i absurdu. To jest ten rodzaj opowieści, w której dzielny rycerz stawiający czoła potwornym smokom zostaje bez zbytniego patosu natychmiastowo zjedzony. Duża szansa, że dowiemy się jeszcze, jak dużą niestrawność wywołał. Jeśli znacie fantastykę, w której potężni magowie toczą walki z demonami z głębi ziemi, to u Pratchetta demon raczej rzuci fochem i odmówi współpracy. Jeśli pragniecie, by muskularni bohaterowie pokonywali okrutnych wojowników z piekła rodem, to u Pratchetta prędzej jakiś błazen się potknie i kompletnie niechcący powstrzyma złośliwego stwora przed dokonaniem aktu zła. Jednym słowem dla mnie bomba! 

Uwielbiam również to, że Pratchett nie ma czytelnika za głupka. Nie wykłada kawę na ławę. Nie tłumaczy wspomnianej ironii czy dwuznacznych wypowiedzi. Czytając, co chwilę łapię się na tym, że oczekuję, że po ciekawym słownym zabiegu pojawi się jego wyjaśnienie, bo współcześni autorzy przyzwyczajają nas do tego. Na szczęście Pratchett zakłada, że jego czytelnicy są inteligentni i nie ma potrzeby, by wszystko tłumaczyć. Wystarczy zasugerować. Ci, co mieli zrozumieć zrozumieją, ci co nie trudno ;)



Ulubieńcy


Świat Dysku dzieli się na serie dotyczące konkretnych bohaterów. Moje przeczytane 19 tomów zdążyły opowiedzieć o straży, o czarodzieju Rincewindzie i o moich ulubionych wiedźmach. Babcia Weatherwax to uosobienie wszystkich cech, właściwości i atrybutów książkowego humoru wymienionych wyżej. Jest mistrzynią słowa i... złośliwości. Niedawno odkryłam też, dlaczego moje pierwsze dwa podejścia do Świata Dysku były kompletnie nieudane. Przyczyna jest wyjątkowo prosta — trafiłam na złe tomy. Nie pamiętam tytułu pierwszego z nich, ale drugi przeczytany to Eryk. Jakiś czas temu przeczytałam ten tom kolejny raz i nudził mnie okrutnie, może nie aż tak bardzo, jak wtedy, ale wciąż uważam, że nie jest to specjalnie udana opowieść. 

Podsumowując, serdecznie polecam wam spróbować! Dla mnie te książki są niesamowite. Dają tak dużo pozytywnego spojrzenia na świat, a zarazem uczą dystansu do siebie, do tego, co nas wkurza, trochę też do otaczającej nas czasem głupoty ;) Obiecajcie tylko, że jeśli pierwszy przeczytany tom wam się nie spodoba to za jakiś czas dacie szansę innemu! Bo warto! Ja jestem prze szczęśliwa, że się nie zraziłam, bo dzięki temu odkryłam cudowny świat Świat Dysku!  



Ach! 

Gdyby ktoś był ciekawy. Tomy, które przeczytałam do tej pory:

1. Straż!Straż! 
2. Zbrojni
3. Na glinianych nogach
4. Równoumagicznienie (ulubiona seria o wiedźmach)
5. Trzy wiedźmy
6. Wyprawa czarownic
7. Panowie i damy
8. Maskarada
9. Carpe Jugulum
10. Kolor Magii
11. Blask fantastyczny
12. Czarodzicielstwo
13. Eryk
14. Ciekawe czasy
15. Ostatni kontynent
16. Niewidoczni akademicy cz.1
17. Niewidoczni akademicy cz.2
18. Bogowie, honor, Ankh-Morpork
19. Piąty elefant

 

 

sobota, 11 marca 2017

Książkowe komeraże #5 czyli Żelazne Damy

Równe babki

Co jak co, ale nie da się ukryć, że historia pisana jest jako historia mężczyzn, nie kobiet. Te występują głównie w roli towarzyszek i biernych obserwatorek. Powodów takiego stanu rzeczy jest wiele. Szkoda tu się denerwować, bo nie wiem jak was, ale mnie szlag trafia, kiedy widzę jak pomijane i lekceważone były w przeszłości i często są obecnie kobiety. Na szczęście żyjemy w czasach, kiedy dużo już się zmieniło. Proces wciąż trwa i mam nadzieję, że moje wnuczki będą raczej jako ciekawostkę, słuchać historii o tym, jak trzeba było walczyć o prawa kobiet. Dobrze, że istnieją autorzy, którzy zwracają uwagę na to, że w historii sporą rolę grały też całkiem równe babki. 



 

"Żelazne Damy" Kamil Janicki 

Żelazne damy to książka historyczna, jednakże musimy pamiętać, że przedstawione w niej bohaterki żyły 1000 lat temu. To sprawia, że niemożliwym jest stuprocentowe potwierdzenie wydarzeń w niej zawartych. Wszystko opiera się na domysłach i znalezieniu, w oparciu o wszelakie źródła, najbardziej prawdopodobnych wersji. Cieszę się jednak, że autor nie poszedł utartymi schematami, tylko zastanowił się czy przypadkiem to właśnie kobiety z otoczenia pierwszych władców Polski nie miały realnego wpływu na politykę i na to, że nasz kraj miał szansę w ogóle powstać. Tytułowymi żelaznymi damami Kamil Janicki nazywa właśnie wspomniane panie. Pamiętacie z lekcji historii, że była taka jedna, co się nazywała Dobrawa, co była chrześcijanką i co ją wysłali do pogańskiego kraju, i co przyjechała do nas z tych Czech, i co ją Mieszko poślubił i... no właśnie. I na tym się jej rola skończyła? A może niekoniecznie? Może przyczyniła się do powstania Państwa Piastów w podobnym stopniu co Mieszko? 



 Nerwica

Żeby nie było za kolorowo, to był jeden aspekt książki, które denerwował mnie okrutnie. Mianowicie przypisy. Pojawiały się po kilka razy na stronę i w dużej części nie stanowiły tylko odsyłacza do innej lektury. Często dopowiadały, wyjaśniały, cytowały inne fragmenty. Krótko mówiąc, były bardzo ciekawe. Jednakże, przewracanie wszystkich stron, szukanie odpowiedniego przypisu, czytanie go i wracanie do głównej lektury (to wszystko kilak razy na stronę) doprowadzało mnie do nerwicy. Z tego powodu szybko z ich czytania zrezygnowałam. A szkoda, bo myślę, że przez to sporo straciłam. Rozumiem, że przypisów było dużo i wstawienie ich wszystkich w główny tekst mogłoby zaburzyć wizualną stronę książki, ale mimo tego, myślę, że wydawnictwo powinno zastanowić się nad jakimś innym rozwiązaniem.



Dziejowe ciekawostki

Jeśli ciekawi was historia, jeśli lubicie dziejowe ciekawostki i przede wszystkim, jeśli ciekawi was rola kobiet w naszym świecie, to zachęcam do lektury. Ja na pewno za jakiś czas sięgnę po kolejną książkę z serii. Dajcie oczywiście znać czy czytaliście, a jeśli tak to czy się wam podobało i ewentualnie którą kolejną książkę z serii polecacie! Jeśli znacie jakieś godne polecenia książki, która traktują o znanych lub mniej znanych kobietach — dajcie znać! ;)

piątek, 3 marca 2017

Podsumowanie Lutego 2017

4!

W tym miesiącu mam za sobą 4 książki. Tyle zakładał Plan minimum, więc nie jest źle. Co prawda tytuły nie są dokładnie te same, ale jeszcze pod koniec lutego zaczęłam Żelazne Damy i kolejną część Świata Dysku - Piąty Elefant (pójdą na konto marca), więc czuję się usprawiedliwiona sama przed sobą. 



 

 

1. "Historia pszczół" Maja Lunde 

Czarująca, aczkolwiek smutna. Akcja toczy się pomału i tę powieść również czyta się pomału. Bardzo jestem zadowolona, że ją w końcu przeczytałam. Więcej tutaj: Książkowe Komeraże - Historia pszczół





2. "Tajemniczy ogród" Frances Hodgson Burnett

Prześliczna historia. Uwielbiam tego typu narrację, właściwą dla starych opowieści dla dzieci. W dzieciństwie nie natrafiłam na nią nigdy - kompletnie nie wiem dlaczego, ale cieszę się, że w końcu nadrobiłam zaległość - zwłaszcza w tym przepięknym wydaniu. Jestem w tej książce zakochana. Jeśli jeszcze nie mieliście okazji - przeczytajcie musowo!






3. "Smakowita Ella" Ella Woodward

Książka kucharska. Książek kucharskich raczej się nie czyta, a korzysta z nich w kuchni. Ale ta konkretna książka to coś więcej niż tylko przepisy. Autorka opisuje swoją przygodę ze zmianami w odżywianiu i pokonaniem poważnej choroby. Nie nakazuje, nie zakazuje, nie każe liczyć kalorii, nie zabrania jedzeniowych przyjemności. Mówi: Jedzmy ile chcemy, byle wartościowe składniki. Dodatkowo mamy informację co i jak przyrządzić, by wyciągnąć wszystko co najlepsze z podstawowych produktów. Po przeczytaniu od razu przypomniałam sobie o swoich zdrowych koktajlach i popędziłam zmienić listę zakupów. Najważniejsze co się wynosi z tej książki to chęć bycia zdrowym i wielki zapał do działania! Jedyne, co może być wadą to fakt, że książka jest niekoniecznie dostosowana na nasz polski rynek. Autorka opowiada o produktach właściwych dla miejsca, z którego pochodzi i czasem nasza zwykła polska kasza gryczana traktowana jest jak coś kompletnie egzotycznego. Mi jednak nie przeszkadza to wcale i już się nie mogę doczekać by wypróbować wszystkich przepisów!



 

 

4. "Złudzenie" Charlotte Link 

Kryminał, który dzieli się na dwie części. W pierwszej wieje depresją, w drugiej akcja do samego końca trzyma w napięciu. Więcej tutaj: Książkowe komeraże - Złudzenie