Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Literatura piękna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Literatura piękna. Pokaż wszystkie posty
środa, 31 marca 2021
czwartek, 17 września 2020
Badziewne recenzje #149 Doktor Bogumił
"Doktor Bogumił" Ałbena Grabowska, Wydawnictwo Marginesy
Tytułowy doktor Bogumił pod koniec XIX wieku rozpoczyna pracę w szpitalu, który na pewno nie przypomina tego, co znamy z naszych czasów. Brud, smród, krew i wydzieliny. Lekarze działają na omacku, a śmierć jest rutyną. W tych okolicznościach poznajemy młodego doktora, który niejedno ma za uszami.
Ten rodzaj książek jest jednym z moich ulubionych! Z
jednej strony wciągająca, pełna szczegółów fabuła, a z drugiej
prawdziwe, historyczne wydarzenia, które stanowią tło dla czytanej powieści. Autorka przeplata losy fikcyjnych bohaterów z rzeczywistymi postaciami, więc przy okazji dowiadujemy się jaką drogę musiała przejść medycyna, jako nauka, by być w tym miejscu, w którym jest teraz. Wynalazca eteru, propagator aseptyki i wiele innych wielkich umysłów tamtego czasu - wszyscy pojawiają się na kartach tej powieści.
Książki
Ałbeny Grabowskiej są szczegółowe i mięsiste, czasem mam wrażenie, że
aż "ciężkie" od informacji, ale to nadaje im prawdziwości i sprawia, że
człowiek zatapia się w opisywanym świecie. Bogumił Korzyński jest jedną z bardziej
irytujących postaci, o jakich ostatnio czytałam. Wzbudza jednak na tyle
sympatii, że kibicowałam mu, by wybrnął ze swoich problemów, chociaż moją ukochaną bohaterką jest na pewno Augusta. To kobieta, o takiej sile i inteligencji, że dzisiaj mogłaby zostać prezydentką. W XIX wieku na ziemiach polskich pod zaborami niewiele mogła, ale marzyła o niemożliwym i robiła wszystko, by te marzenia spełnić.
Już teraz wiem, że ta książka będzie w mojej "topce" tego roku.
Stanowczo za mało o niej słychać, bo to nie tylko ciekawa powieść, ale też książka o historii medycyny, o emancypacji i o ludziach, którzy pragnęli zmieniać świat.
poniedziałek, 23 marca 2020
Książkowe komeraże #130 Światło ukryte w mroku
"Światło ukryte w mroku" Sharon Cameron, Wydawnictwo Kobiece
Oparta na faktach historia Stefanii i Heleny Podgórskiej to dowód bohaterstwa, nadziei i ogromnej miłości do życia. Dwie siostry nie tylko same muszą odnaleźć się w nowych, wojennych realiach, ale również wykazać niebotyczną ilością odwagi i energii, by pomóc tym najbardziej prześladowanym.
Dobrze, że takie książki powstają i dobrze, że wciąż są czytane. Okrutne byłoby, gdybyśmy zaczęli ofiary tamtych czasów zapominać. Mam wrażenie, że empatia jest coraz rzadszą cechą dzisiaj. Takie tytuły pomagają nam przypomnieć sobie, że ludzkie życie jest wartością samą w sobie, niezależnie od tego, jak bardzo się różnimy.
Jestem dumna, że Stefania Podgórska swoją siłą zachwyciła nie tylko własne podwórko. Sharon Cameron to amerykańska pisarka, która usłyszała historię ukrywania polskich Żydów, na długo przed tym, gdy w ogóle postanowiła pisać. Losy sióstr wywarły na niej tak wielkie wrażenie, że uznała, że nie mogą zostać pominięte. Powstała powieść oparta jest na pamiętniku Fusi i opowieściach świadków wydarzeń. Sam syn Podgórskiej uczestniczył w pracach nad książką, więc myślę, że nie musimy się obawiać o autentyczność opowiedzianych wypadków.
Sfabularyzowanie wojennych wspomnień nadało im przystępnej formy. Powieść jest wciągająca, ale nie na tyle, by zapomnieć, w jakich czasach się rozgrywa i jakie realia są jej tłem. Polubiłam Stefanię i, mimo że wiedziałam już wcześniej, jak potoczyły się jej losy po wojnie, wspólnie z nią przeżywałam strach i rozpacz, kiedy jedno słowo dzieliło ją i jej bliskich od śmierci, a każdy nieznany szmer mógł zwiastować klęskę.
Warto przeczytać, by rozbudzić w sobie wdzięczność za to, że żyjemy w obecnych czasach, zrozumienie dla odmienności drugiego człowieka i przeświadczenie, że istnieją bezinteresownie dobrzy ludzie.
niedziela, 15 marca 2020
Książkowe komeraże #127 Ewangelia według węgorza
"Ewangelia według węgorza" Patrik Svensson, Wydawnictwo Otwarte
Jeśli ktoś z was obawia się, że to książka o łowieniu ryb, śpieszę z wyjaśnieniami. To tylko pretekst do opowieści o czymś dużo głębszym i o niebo ciekawszym!
Patrik Svensson zaczyna swoją opowieść od wspomnień z własnego dzieciństwa, które nierozerwalnie łączy się dla niego z węgorzem. I tutaj rozpoczyna się cała tajemnica. „Cóż to za enigma?” - chciałoby się rzec. „Ryba jak ryba.” Okazuje się jednak, że w naszym racjonalnym świecie, w którym potrafimy rozłożyć atom na części, istnieją jeszcze rzeczy, które są niezbadane i które od wielu lat spędzają naukowcom sen z powiek.
Nie opowiem wam o tajemnicach, które kryje ta książka, bo nie chcę wam psuć zabawy. Powiem natomiast, że autor uległ całkowitej fascynacji tą rybą. W rezultacie dostajemy coś na wzór monografii węgorza. Poznajemy to wymykające się regułom stworzenie od każdej strony: naukowej, historycznej, a nawet metafizycznej. I mimo tego, że zdarzyło mi się kilka razy nie zgodzić z autorem, to całą książkę uważam za pasjonującą! Gdyby w ten sposób pisać o przyrodzie, już nigdy nikt nie powiedziałby, że nauka jest nudna!
Dodatkowo bardziej wyczulony czytelnik na pewno znajdzie w niej też sporo prawd o sobie, o ludziach w ogóle, o naszym pędzie ku wiedzy, o znaczeniu dzieciństwa i o naszej ogromnej chęci powrotu do niego. Człowiek bezsprzecznie jest częścią natury i niezależnie od tego, ile udało nam się osiągnąć, pewne wzorce pozostają niezmienne od tysięcy lat.
Jeśli fascynuje was świat, jeśli jesteście głodni wiedzy, jeśli kuszą was opowieści o tym, jak natura wciąż potrafi nas zwodzić i ukrywać swoje sekrety to „Ewangelia według węgorza” będzie idealną lekturą. Przeczytajcie, a uświadomicie sobie, jak mało jeszcze wiemy!
Subskrybuj:
Posty (Atom)




