wtorek, 18 grudnia 2018

Książkowe komeraże #55 Lab Girl

"Lab Girl" Hope Jahren, Wydawnictwo Kobiece

Uwielbiam takich ludzi pełnych pasji i skupionych na celu! Tym samym uwielbiam takie książki! Lab Girl to historia życia autorki. Hope Jahren jest człowiekiem nauki. Daleko jej jednak do stereotypowego nudnego badacza w białym fartuchu. Hope jest raczej typem szalonego naukowca, freaka, postrzelonego mózgowca, który z oglądania kilkunastu gatunków mchu pod mikroskopem tworzy porywającą zabawę.

Moja droga życiowa poszła kompletnie w inną stronę, ale cieszy mnie to, że nauka wychodzi na piedestał. Naukowcy zaczynają być popularni jak gwiazdy rocka. Richard Feynman, Neil deGrasse Tyson, Stephen Hawking, coś mi się wydaje, że The big bang theory przyczyniło się do tego stanu rzeczy! ;) I to jest świetne! Nasz świat idzie do przodu dzięki osobom takim jak Hope Jahren, więc bezsprzecznie należy im się uznanie! 

Przy okazji książki udało mi się dowiedzieć kilku ciekawych informacji o świecie roślin. Kocham takie smaczki! Kto z was spodziewałby się, że ziemniaki wraz ze wzrostem poziomu dwutlenku węgla w atmosferze rosną coraz większe? I byłoby to dobrym znakiem dla przyszłości naszej planety, na której wraz z przyrostem populacji rośnie ilość zanieczyszczeń, gdyby nie fakt, że równocześnie ze wzrostem ziemniak traci swoje wartości odżywcze.




Hope opowiada zarówno o świecie nauki, problemach, z jakimi musi się zmierzyć kobieta, by sprostać wymaganiom mężczyzn, jak i o biologii roślin w zajmujący sposób. Jej książkę czyta się jak powieść, wciąga i oczarowuje! 

Dzięki Hope jestem zafascynowana światem nauki i będę poszukiwać więcej takich książek!

niedziela, 16 grudnia 2018

Książkowe komeraże #54 Brakująca połowa dziejów

"Brakująca połowa dziejów" Anna Kowalczyk, Wydawnictwo WAB

Po raz kolejny muszę powiedzieć, jak bardzo się cieszę, że wreszcie mówi się o niezwykłych kobietach! Książka Anny Kowalczyk to dopiero początek, istna pigułka, od której powinniśmy zacząć. Autorka proponuje kilka kluczowych dziedzin jak edukacja, polityka czy praca i opowiada o kobietach, które kiedyś, wbrew przyjętym stereotypom, chciały działać, zdobywać wiedzę i coś znaczyć. Książka po brzegi wypełniona jest wiedzą i dumą z bycia kobietą! I oczywiście ilustracje Marty Frej! Są świetne, a ja bardzo żałowałam, że jest ich tak mało.




Nie da się ukryć, że kobiety w przeszłości miały dużo trudniej, niż my teraz. Polki musiały się borykać z dyskryminacją i konserwatyzmem. Sam fakt, że Maria Skłodowska-Curie nie została przyjęta na Uniwersytet Jagielloński i musiała swoją drogę do Nobla pokonywać za granicami naszego kraju, jest znaczący. Nie chcę wam tutaj opisywać kolejnych przykładów, bo to nie moje zadanie, ale mogę wam obiecać, że w tej książce znajdziecie dużo więcej interesujących anegdot. 

Mnie najbardziej zaciekawił ostatni rozdział, który tłumaczy, dlaczego to wszystko, co opisywane jest przez poprzednie 300 stron, nie jest wiedzą oczywistą znaną ze szkoły. Powodów jest mnóstwo. Chociażby to, że język polski jest męskocentryczny, a historia zapisywana była przez mężczyzn, bo tylko oni potrafili czytać i pisać, kobiety nie miały dostępu do edukacji. Minęły setki lat, a jest podobnie, autorami podręczników szkolnych w dużej mierze wciąż są mężczyźni. W tym roku mija 100 lat od uzyskania przez Polki praw wyborczych. Musimy sobie zadać pytanie: czy coś się od tego czasu zmieniło?





Minusem, który widzę, jest to, że książka bardzo pędzi. Autorka chciała zawrzeć ogromną ilość informacji i przez każdy temat dosłownie przelatujemy, ale tutaj nic straconego, bo może pani Anna nabierze ochoty na rozwinięcie historii co ciekawszych postaci i napisze kolejne tomy "Brakującej połowy dziejów"? Ja bym czytała! 





Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu:





piątek, 14 grudnia 2018

Książkowe komeraże #53 Denar dla szczurołapa

"Denar dla szczurołapa" Aleksander R. Michalak, Wydawnictwo Replika

Dawno, dawno temu, kiedy w liceum przeczytałam Dżumę, tak się złożyło, że akurat w Krakowie populacja szczurów wzrosła. Były na przystankach, przy sklepach, łaziły, gdzie popadnie, nie zwracając uwagi na ludzi. Mój wniosek mógł być tylko jeden: WSZYSCY UMRZEMY. Na całe szczęście żyjemy, a moja panika była nieuzasadniona. Tym razem jestem po lekturze Denara dla szczurołapa. To, co działo się ze mną w noc po przeczytaniu książki, było czymś większym i gorszym niż zwykły koszmar. Moja wyobraźnia działała na maksymalnie zwiększonych obrotach, a ja spędziłam 7 godzin, naprzemiennie krzycząc, płacząc i nie mogąc z siebie wydać dźwięku. Jednym słowem, było strasznie. A wy, lubicie się bać?




Denar dla szczurołapa to powieść, która opiera się na legendzie o tytułowym szczurołapie. Jeśli jej nie znacie, to koniecznie przeczytajcie, zanim sięgniecie po książkę. Orientalista Gabor Horthy zagłębia się w liczne przekazy, które donoszą o regularnym pojawianiu się postaci na przestrzeni dziejów. Profesor zapomina jednak, że pewne tajemnice powinny zostać nieodkryte, a gdy dojdzie się za daleko, może się okazać, że nie ma już odwrotu.

Temat Bliskiego Wchodu jest dla mnie raczej tajemnicą, więc ciężko mi ocenić w jakim stopniu rzeczywiste były wierzenia i historia opisywanych krajów, ale jestem pewna, że za fabułą książki stoi porządny research. W wyniku tych badań powstała złożona powieść, utrzymująca w napięciu przez wszystkie strony i wzbudzająca realny niepokój. Oczywiście, nie jest to powieść akcji, nie liczcie na brawurowe pościgi w szybkich samochodach i walkę ze złem z mieczem w ręce. Głównie towarzyszymy bohaterowi w wędrówce po muzeach, bibliotekach i uniwersytetach, ale ja nie narzekam. Dla mnie było naprawdę ciekawie i gdyby nie to, że jestem takim cykorem, to pewnie natychmiastowo zagłębiłabym się w demonologię!




Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu:



środa, 12 grudnia 2018

Książkowe komeraże #52 Jelita wiedzą lepiej

"Jelita wiedzą lepiej" Michael Mosley, Wydawnictwo Otwarte

Książki o zdrowym żywieniu wyrastają ostatnio jak grzyby po deszczu. Jest ich mnóstwo i dobrze się sprzedają. Problem w tym, by znaleźć takie pozycje, które nie będą wyłącznie przemyśleniami autora, a zbiorem zasad popartych naukowymi dowodami. Jelita wiedzą lepiej to tego typu tytuł. 



To nie jest powieść, więc nie będzie spoilerem, jeśli powiem, że autor opowiada o zestawie bakterii, które zamieszkują nasze jelita. Jak już przejdziemy do porządku dziennego nad tym, że jakieś małe stwory żyją sobie w nas i jest ich naprawdę mnóstwo, pora zastanowić się, co te bakterie w tych naszych jelitach robią. A bywa różnie, czasem pomagają, czasem przeszkadzają, pewne jest natomiast to, że odżywiają się tym, co my jemy. Zatem próbują poniekąd kierować nami, byśmy jedli dokładnie to co lubią. Brzmi, jakbyśmy byli kukiełką w rękach szalonych kosmitów. Mosley w bardzo przystępny sposób tłumaczy czy i jak bardzo realna jest to wizja. 

To, co mi się podoba, to nieprzegadany sposób wypowiedzi. Autor bez zbędnych ozdobników, prostym językiem tłumaczy zasady działania naszego organizmu. Możemy razem z nim przebyć drogę przez jelita. Wrażliwsi niech pamiętają, by nic nie jeść podczas czytania! Przytacza konkretne badania i publikacje — książka zakończona jest obszerną bibliografią. Autor podrzuca nam również trochę przepisów dobrych dla naszych jelit i rozpływa się nad cudownym działaniem kiszonek.


Wydaje mi się, że wiedza zawarta w tej książce to mała pigułka i rozpoczęcie tematu. Ja jestem zainteresowana i na pewno będę drążyć dalej, od czasu do czasu przegryzając drogocennym ogórkiem kiszonym! ;)

poniedziałek, 26 listopada 2018

Książkowe komeraże #51 Kastor

"Kastor" Wojtek Miłoszewski, Wydawnictwo WAB

Urodziłam się w 1991 roku, więc lata dziewięćdziesiąte to dla mnie raczej mgliste wspomnienia, niż konkretne obrazy, ale tym chętniej sięgnęłam po "Kastora"! A to, że akcja dzieję się w Krakowie, przekonało mnie całkowicie! Cudownie było "zobaczyć" Kazimierz, zanim stał się kawiarnianym centrum miasta, przeżyć dancingi i przejechać się telepiącym się tramwajem.




 
Tytułowy Kastor Grudziński to policjant próbujący zaprowadzić porządek nie tylko w swoim mieście, ale też we własnym życiu. A najważniejsze jest to, że stara się to zrobić w latach 90, krótko po przemianach ustrojowych, kiedy każdy musiał starać się dopasować do nowego systemu. Kastor to nie jest papierowa postać, ale bohater z krwi i kości. Nie tylko towarzyszymy mu w pracy, ale dowiadujemy się o jego przeszłości i razem z nim szukamy odpowiedzi na nurtujące go pytania.

Kryminał rozpoczyna się wiadomością o zaginięciu mieszkańca bogatej dzielnicy. Dochodzenie toczy się swoim torem, a my w ramach niespodzianki dostajemy komendę rodem z "13 posterunku" (ktoś jeszcze pamięta ten serial?!). Mój umysł przyzwyczajony do roku 2018 wręcz buntował się przed tą prowizorką i tym brakiem poszanowania dla zasad, tak adekwatnymi dla lat 90. Równocześnie nie lada gratką było przeczytanie sformułowań, które w dzisiejszym języku już na pewno się nie pojawiają! A w ramach niespodzianki możemy przeczytać kilka dowcipów z brodą, które w innym miejscu pasowałyby jak wół do karety, tutaj okazywały się urocze.

Miłoszewski przy okazji podrzuca nam informacje o zmianach, jakie zachodziły w tym czasie w społeczeństwie, zwłaszcza jeśli chodzi o przemianowanie milicji na policję. Każdy musiał nauczyć się wielu nowych umiejętności, by dostosować się do nowej rzeczywistości, a nie każdemu przychodziło to z łatwością. Nowe możliwości były dla jednych nadzieją na lepszą przyszłość, dla innych szansą na szybkie wzbogacenie się w nie do końca moralny sposób. 

Ogromnie podoba mi się okładka — font, którym napisany jest tytuł, zdjęcie i jego obramowanie, nawet wtrącenie od pana Pazury tworzy idealny klimat lat 90. Jestem zachwycona!

"Kastor" wciąga od pierwszych stron, czyta się tę książkę szybko, a koniec pozostawia ogromny niedosyt! Panie Miłoszewski, może da się pan kiedyś skusić na powrót do opowieści o komisarzu Grudzińskim?



Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu: 


środa, 14 listopada 2018

Książkowe komeraże #50 Enola Holmes

"Enola Holmes: Sprawa zaginionego markiza" Nancy Springer, Wydawnictwo Poradnia K

Znacie Sherlocka? Jasne, że znacie! Bo kto by nie znał? A jego młodszą siostrę kojarzycie? No właśnie, ja też nie kojarzyłam, ale okazuje się, że takowa istnieje i jest całkiem fajną babką. 





Enola Holmes to nastoletnia siostra Sherlocka, którą cechuje ten sam brak poszanowania dla ogólnie przyjętych zasad, co słynnego detektywa. W dniu swoich czternastych urodzin mierzy się z niespodziewanym problemem — jej matka znika w tajemniczych okolicznościach. Z odsieczą przybywają jej bracia: Sherlock i Mycroft. Dziewczynka tęskni, jest zdezorientowana i zagubiona, nie potrafi odnaleźć się w nowej sytuacji, ale jedno wie na pewno — nie będzie czekać z założonymi rękami na powrót matki — musi działać!

Enola ma swoje zdanie w wielu tematach i nie da sobie w kaszę dmuchać,  a ja mam ogromną słabość do silnych kobiet! Książka dedykowana jest młodszym czytelnikom, ale ja również miałam dużo przyjemności z czytania. Jest intryga, jest dedukcja i znakomity morał na końcu. Enola, mimo że dość niepokorna, mogłaby być wzorem dla niejednej młodszej dziewczynki, a świetną koleżanką dla starszych.  

Dodatkowym smaczkiem jest możliwość poznania zasad rządzących wychowaniem panien w XIX wieku. Dowiemy się, co to jest turniura i jak wyglądały ulice Londynu ponad sto lat temu.

Nie byłabym sobą, gdybym nie zwróciła uwagi na uroczą okładkę! Minimalistyczna, utrzymana w gamie trzech kolorów, ale mająca duży potencjał, jeśli cała seria zostanie utrzymana w tym stylu. A skoro już o tym wspomniałam, to dodam, że Sprawa zaginionego markiza to pierwszy tom serii, a ja z utęsknieniem czekam już na kolejny i dopisuję tytuł do mojej listy obowiązkowych prezentów dla młodszych czytelników.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję:


piątek, 9 listopada 2018

Książkowe komeraże #49 Polowanie na skarb

"Polowanie na skarb" Andrea Camilleri, Noir Sur Blanc

To moja pierwsza książka z serii o komisarzu Montalbano i, mimo że zaczęłam dość niefortunnie od 16 tomu, to wiem, że z pewnością sięgnę po kolejne. Wydawnictwo już teraz przygotowuje następny tom, a ja czekam!




W tym tomie komisarz znudzony przerwą między sprawami, daje się wciągnąć w tytułowe polowanie. Anonimowe listy zachęcają do niebezpiecznej zabawy i prowadzą jak po nitce po kolejnych etapach poszukiwań. Akcja dzieje się w Sycylii, ale nie mamy tutaj mrocznego klimatu włoskiej mafii. Jest zabawnie i momentami uroczo, ale niech to was nie zwiedzie, bo przestępcy nie śpią, bywa też groźnie. Dialogi są całkiem swobodne, dużo ironii i sarkazmu, trochę ostrzejszego języka. Czasem czułam się, jakbym mogła taką rozmowę przeprowadzić z własnym znajomym.




Polowanie na skarb to dość krótka historia. Dla mnie idealna na zrobienie oddechu między bardziej wymagającymi lekturami. Czyta się ją szybko i przyjemnie, a sam Montalbano wzbudza ogromną sympatię swoją inteligencją z jednej i niefrasobliwością z drugiej strony. Podsumowując, czytajcie, czytajcie! Zadowoleni będą zarówno fani kryminałów, jak i ci, którzy wolą łagodniejsze treści.





Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu: